- Mamy dość. Albo zaczniemy być traktowani poważnie i z szacunkiem, albo w przyszłym sezonie będziemy walczyć co najwyżej o środek tabeli - denerwuje się Mirosław Żórawski, trener Blach Pruszyński Budowlanych.
Miesiąc temu łodzianie obronili tytuł mistrza Polski. Paradoksalnie jeden z największych sukcesów klubu zapoczątkował... jeden z jego najgorszych okresów. Kilka dni po ligowym sukcesie rugbiści z ul. Górniczej zostali bowiem ukarani walkowerem za odmowę gry w finałowym meczu Pucharu Polski z Arką Gdynia. Mniej więcej w tym samym czasie do szpitala trafił Żórawski. Trener Budowlanych przeszedł operację obu kolan i wciąż przebywa w szpitalu.
Ale to nie koniec. Kapitan drużyny Maciej Pabjańczyk postanowił bowiem zakończyć sportową karierę. Niewykluczone, że w ślad za nim pójdą kolejni zawodnicy. Powód? Zaległości finansowe wobec rugbistów i kompletny chaos organizacyjny w sekcji rugby.
Rozmowa z Mirosławem Żórawskim
Szymon Bujalski: Dokładnie za miesiąc powinniście rozegrać pierwszy mecz w nowym sezonie. Jak wyglądają przygotowania do rozgrywek?
Mirosław Żórawski (trener Budowlanych): Na razie nie ma żadnych przygotowań i nie wiadomo, jak one będą wyglądały. Zawodnikom wciąż nie wypłacono bowiem premii za poprzednie rozgrywki. Zaległości sięgają sześciu miesięcy i wynoszą około 70 tys. zł. Owszem, było spotkanie rady drużyny z zarządem klubu, ale z tego co wiem, nic się nie zmieniło. Poprzedni sezon był bardzo ciężki, egzystowaliśmy w dziwnych warunkach i to musi się skończyć.
Czyli do momentu uregulowania zaległości zawodnicy nie wznowią treningów?
- To nie jest strajk. My po prostu czekamy na wyjaśnienie sytuacji. Nikt w tej chwili nie planuje wznowienia zajęć i tego, co będzie dalej. Z jednej strony dlatego, że wciąż leżę w szpitalu, z drugiej - nie ma kto trzymać ręki na pulsie.
Ile taka sytuacja może jeszcze potrwać?
- Przyznam szczerze, że nie wiem. W ogóle jestem zszokowany, że taka sytuacja przydarza się po raz kolejny klubowi, który jest mistrzem Polski. Ten sukces kosztował nas mnóstwo zdrowia i wyrzeczeń i co mamy w zamian? Uścisk dłoni i nic poza tym.
A co z Pana przyszłością?
- Tak na dobrą sprawę nie wiem, czy dalej jestem trenerem Budowlanych. Sezon skończył się jakiś czas temu i do tej pory nikt z klubu nie rozmawiał ze mną o przyszłości. Poza tym również wobec mnie są zaległości finansowe, które sięgają kilku miesięcy. A zakres moich obowiązków był gigantyczny i dalece wykraczał poza sprawy czysto trenerskie. Rozmawiałem przecież ze sponsorami, załatwiałem transfery, pilnowałem spraw organizacyjnych. Przez ostatni rok harowałem jak wielbłąd z sześcioma garbami, a klub nawet mi za to nie zapłacił. Niestety, w szpitalu jeszcze trochę poleżę, dlatego nie jestem w stanie prowadzić zajęć, a tym bardziej odpowiadać za organizację wszystkiego. Wydaje się jednak, że przyszłość rugbistów i moja nikogo w klubie nie interesuje.
Niedawno karierę zakończył Maciej Pabjańczyk.
- Decyzja Maćka trochę nas zaskoczyła, ale nie jest dla mnie szokiem. Nie dziwię się, że ma dość gry w takich warunkach. Nie wyobrażam sobie jednak, żeby kompletnie wycofał się z życia sekcji. Ze swoją wiedzą i umiejętnościami organizacyjnymi bardzo by nam się przydał, np. na stanowisku dyrektora sportowego. Wierzę, że będziemy mieli z niego jeszcze wiele pożytku.
Nie pójdą za nim kolejni?
- Nie wyobrażam sobie, by kwestie związane z poprzednim sezonem nie zostały wyjaśnione. A zawodnicy będą mogli się określić dopiero wtedy, gdy będą wiedzieli, na czym stoją. Jeśli widzą, że ich wysiłek nie jest doceniany, są lekceważeni i nieopłacani, to nie można się dziwić, że niektórzy mówią dość. Spora część rugbistów ma już swoje lata i musi myśleć o utrzymaniu rodziny. Czasy, gdy byli młodymi graczami, dla których samo wyjście na boisku dawało wystarczającą satysfakcję, przeminęły. Mamy po prostu dość. Albo zaczniemy być traktowani poważnie i z szacunkiem, albo w przyszłym sezonie będziemy mieli drużynę, która pozwoli walczyć co najwyżej o środek tabeli.
autor: Szymon Bujalski





